Było kilka minut przed północą , kiedy Marcelina
opuszczała budynek szpitala. Jak zwykle się zasiedziała nad papierami pacjentów
. Szła , rozmyślając o problemach całego
dnia , a nogi same nią niosły dobrze znaną trasą . Szelest butów , zdradził że
ktoś stoi obok jej samochodu .
- Długo pani pracuje , pani doktor.
Zamarła w pól kroku . Teczka , która trzymała w dłoni
wysunęła jej się z zesztywniałych palców. Uniosła głowę i popatrzyła na
mężczyznę .
-Bartosz – wyszeptała
Podszedł bliżej . Zachowywał się tak , jakby to nocne
spotkanie na parkingu było czymś zupełnie normalnym .Jakby nie minęły trzy
lata. Jakby ich małżeństwo nie przestało istnieć.
- Cześć Marcelino .
Serce jej przyśpieszyło bicia , krew odpłynęła z twarzy ,
tysiące myśli przeleciało przez jej głowę . W milczeniu podeszła bliżej swojego
samochodu .
-Znów się spotkaliśmy Marcyś .A może powinienem mówić do
ciebie pani doktor – dodał po chwili , a w jego głosie wyczuć się dało pewnego
rodzaju wstręt .Na jego twarzy pojawiła się złość . Dziewczyna pomyślała ,że
nie chce od niego nic. Ani miłości , ani małżeństwa .
-No więc jak Marcelino ?
-Czego chcesz ?– wysyczała
-Wielu rzeczy pani doktor – podszedł bliżej i przycisnął
, dziewczynę do drzwi auta , opierając dłonie o dach , była uwięziona – Wiele
razy zastanawiałem się , jak będzie wyglądać to spotkanie .Panienka z Warszawy
i ja, egoistyczny siatkarzyna , który wrócił na stare śmieci .
- Wrócił ?– chłodny
wiatr rozwiał jej kasztanowe włosy – Zbyszek mówił , że podpisałeś jakiś kontrakt z włoskim klubem ,
że wyjechałeś .
Uśmiechnął się w taki sposób , jak tylko on potrafi .
Kobieta uchyliła głowę , nie poddając się błękitowi jego tęczówek .
-Bartosz , to nie pora ani miejsce na rozmowę
-Doprawdy ?
-Na parkingu ? O północy ? Na pewno nie !
- Nie wiem czy jakaś inna pora będzie odpowiednia . Nie
ma nic o czym musisz wiedzieć .
Roześmiał się smutno
-Wracam po prawie czterech latach do domu i dowiaduje się
, że kobieta , z którą prawdopodobnie jestem rozwiedziony ciągle nosi moje
nazwisko .Chyba powinnaś mi to jakoś wytłumaczyć
Marcelina przymknęła oczy , a zimne powietrze orzeźwiło
jej twarz. Usłyszeli nadjeżdżający samochód. Bartosz wyprostował się i odsunął
od dziewczyny , ale jej nie puścił . Patrzył na nią w dalszym ciągu . W pewnym
momencie przesunął palcami po jej przymkniętych powiekach . Czuł chłodny dotyk
jej aksamitnej skóry . Widać było , że jest po długim dniu pracy .
-Okej. Masz rację to nie miejsce i pora na rozmowę. Widzę
, że padasz z nóg .
-Przepraszam bo nie rozumiem .
-Przepraszasz ? Później mi powiesz , za co . A teraz daj
kluczyki od samochodu – powiedział
-Chyba oszalałeś ! po co ci moje kluczyki .
Kurek uśmiechnął się złośliwie .
-Może i oszalałem . Chcę cie tylko odwieźć do domu .
-Dlaczego ?
- Bo wyglądasz tak , jakbyś nie była w stanie tam
dojechać .
- Mam dość często dyżury . I zawsze jestem po nich
wyczerpana , ale jakoś udaje mi się trafić do domu bez żadnej eskorty .
Powiódł wzrokiem po jej zmęczonej twarzy , po
podkrążonych oczach o ciężkich powiekach .
-Jesteś pewna – w jego głosie pojawił się łagodny ton –
Jesteś pewna , że byłaś już kiedyś tak bardzo zmęczona ?
Nie mogła zaprzeczyć . Ostatnie tygodnie były dla niej
mordęgą . Nieprzespane noce , zmartwienia i kłopoty , których było coraz więcej
.
-Daj kluczyki – wyciągnął dłoń w jej stronę . Nie miała
siły się sprzeciwiać .Najważniejsze , że dotrze do domu .
Kiedy podopisywał obecny kontrakt , nie miał pojęcia , że
Marcelina pracuje w łódzkim szpitalu i że stała się kimś więcej niż ukochaną
córeczką tatusia . Przyjechał tu do pracy . Chciał być bliżej swoich rodziców ,
brata . A przede wszystkim , w żadnym zagranicznym klubie nie czuł się tak
dobrze jak tu. Bełchatów był jego drugim domem . Dwa lata , które spędził w
Rosji , pozwoliły mu dojrzeć jako siatkarzowi
. Tamta liga była zupełnie inna od naszej . Stał się bardziej precyzyjny w
swoich atakach . Poprawił serwis . Potem
nieoczekiwanie dostał propozycję przejścia do ligi włoskiej . Spełnienie jego
marzeń . Zaryzykował . Jednak dusił się
tam , było mu ciężko . Kontrakt wygasł , a on odświeżył stare znajomość .
Wrócił . Znów był przyjmującym w PGE SKRA Bełchatów .
- Napijesz się czegoś ? Soku ? Herbart ?
Rozglądał się po pomieszczeniu . Prosto urządzone
mieszkanie , bez zbędnego przepychu czy dekoracji . Nadal ściskał kluczyki od
samochodu dziewczyny , która ledwo trzymała się na nogach .
- Nie przyszedłem tu po to ,żeby cię męczyć swoja
obecnością .
-To żaden kłopot – wysiliła się na beztroski uśmiech .
Wrzucił kluczyki do wiklinowego pudełeczka stojącego na dębowej komodzie i
zaczął iść w jej kierunku.
- Nie musisz się mną zajmować –powiedział , biorąc z jej
ręki czajnik , odstawiać go na bok . Odwrócił dziewczynę w swoja stronę . I
wtedy ujrzał w jej oczach strach – Cholera – powiedział – Przecież nie
przyszedłem tutaj żeby cię bić !
- Wcale tak nie myślę !
- To dlaczego się boisz- zapytał , widząc niepewność w
jej oczach
- Nie boję się – odpowiedziała szybko .
-Nie ? – uniósł delikatnie jej podbródek i przesunął
opadające pasma włosów . Gwałtownie cofnęła się przed jego dotykiem
- Posłuchaj – energicznie podniosła głowę - Nie możesz nagle się pojawiać po czterech
latach w moim życiu , i wymagać ode mnie , żebym zachowywała się tak jakby nic
się nie zmieniło .
- Nie wszystko się zmieniło .
Ogarnęło ją jakieś dziwne uczucie . Dotyk jego ręki
wywoła wspomnienia .Wspomnienia , które bolały. Czy wiedział co wydarzyło się
po tym jak ją zostawił?
-Nie wiem o co ci chodzi Bartosz . Naprawdę nie wiem .Po
tylu latach wszystko się zmieniło .Myślę , że najlepiej będzie jak już
pójdziesz. Jak sam zauważyłeś jestem potwornie zmęczona .
- Doskonale wiesz o co mi chodzi - prychnął
- W porządku ! O nasze małżeństwo i o rozwód .
- Nareszcie logicznie pani myśli pani doktor – powiedział
z wyczuwalną w głosie ironią .
- Oczywiście chodzi ci o rozwód , którego nigdy nie było
? – wysyczała- Pewnie zżera cie ciekawość czemu nadal nosze twoje nazwisko .
- Ba ! Jasne , że
chce wiedzieć dlaczego .
Nazwisko , chodziło mu jedynie o nazwisko. Powie mu , i
niech sobie idzie. Zostawi ją w spokoju .
-Dlaczego doktor Kurek , a nie doktor Sawicka ?
Uniosła głowę i spojrzała na niego . Błękitne tęczówki
lustrowały z ciekawością jej bladą twarz .
- Nie będę ukrywał , że wiedziałem ,iż nie wystąpiłaś o
rozwód , ale bardziej jestem zaskoczony , że zatrzymałaś moje nazwisko .
Co tak odmieniło twoje serce Marcelino .
To były puste słowa . Ale ich uderzenie bolało jak
cholera. Ona pamiętała dwa serca. Jedno złamane , pokaleczone , cierpiące , a
drugie maleńkie , delikatne , którego nie można było uratować . Musiała jakoś
przez to przebrnąć . Powie mu tylko rąbek prawdy . Będzie mówić tak ,że uwierzy
. Bolesne wspomnienia wracały , a ona próbowała mówić spokojnie .
- Nie ma w tym żadnej tajemnicy . Najpierw nie mogłam
uwierzyć , że wszystko się skończyło w taki sposób , że po prostu mnie
zostawiłeś – westchnęła głośno , odwracając się tyłem do Bartosza . Przy oknie
wisiał kolorowy rysunek , oprawiony w mahoniową ramkę . Przedstawiał plątaninę
, różnokolorowych kresek .- Byłam szczęśliwą dziewczyną pamiętasz ? Żyłam w
doskonałym świecie . Wszyscy spełniali moje życzenia . Nikt kogo kochałam nie
mógł mnie zranić . Kiedy się zorientowałam , że się mylę , wszystko się
posypało . Nic się wtedy nie liczyło : ani twoje odejście , ani rozwód , ani
powrót do panieńskiego nazwiska . – powiedziała na jednym wydechu . – To
wszystko , a teraz idź już sobie – potarła dłońmi głowę .
Spojrzał na nią , nic nie rozumiejąc . I wyszedł
uprzednio całując delikatnie jej popękane wargi . Pozostawiając za sobą aromat
drogich perfum .
Obiecał sobie, że
tak tego nie zostawi . Było coś , coś przed nim ukrywała . Czuł to.
____________________________________________________
Wybaczcie , błędy jeśli takie są.
Trochę mi przykro , że nikt nie komentuje . Widocznie tak musi być , jednak
Trochę mi przykro , że nikt nie komentuje . Widocznie tak musi być , jednak
chcę żeby ta historia ujrzała światło dzienne , bo jest dla mnie najzwyczajniej
w świecie ważna .
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz