wtorek, 9 grudnia 2014

Dwa

Było kilka minut przed północą , kiedy Marcelina opuszczała budynek szpitala. Jak zwykle się zasiedziała nad papierami pacjentów .  Szła , rozmyślając o problemach całego dnia , a nogi same nią niosły dobrze znaną trasą . Szelest butów , zdradził że ktoś stoi obok jej samochodu .
- Długo pani pracuje , pani doktor.
Zamarła w pól kroku . Teczka , która trzymała w dłoni wysunęła jej się z zesztywniałych palców. Uniosła głowę i popatrzyła na mężczyznę .
-Bartosz – wyszeptała
Podszedł bliżej . Zachowywał się tak , jakby to nocne spotkanie na parkingu było czymś zupełnie normalnym .Jakby nie minęły trzy lata. Jakby ich małżeństwo nie przestało istnieć.
- Cześć Marcelino .
Serce jej przyśpieszyło bicia , krew odpłynęła z twarzy , tysiące myśli przeleciało przez jej głowę . W milczeniu podeszła bliżej swojego samochodu .
-Znów się spotkaliśmy Marcyś .A może powinienem mówić do ciebie pani doktor – dodał po chwili , a w jego głosie wyczuć się dało pewnego rodzaju wstręt .Na jego twarzy pojawiła się złość . Dziewczyna pomyślała ,że nie chce od niego nic. Ani miłości , ani małżeństwa .
-No więc jak Marcelino ?
-Czego chcesz ?– wysyczała
-Wielu rzeczy pani doktor – podszedł bliżej i przycisnął , dziewczynę do drzwi auta , opierając dłonie o dach , była uwięziona – Wiele razy zastanawiałem się , jak będzie wyglądać to spotkanie .Panienka z Warszawy i ja, egoistyczny siatkarzyna , który wrócił na stare śmieci .
- Wrócił ?– chłodny  wiatr rozwiał jej kasztanowe włosy – Zbyszek mówił , że  podpisałeś jakiś kontrakt z włoskim klubem , że wyjechałeś .
Uśmiechnął się w taki sposób , jak tylko on potrafi . Kobieta uchyliła głowę , nie poddając się błękitowi jego tęczówek .
-Bartosz , to nie pora ani miejsce na rozmowę
-Doprawdy ?
-Na parkingu ? O północy ? Na pewno nie !
- Nie wiem czy jakaś inna pora będzie odpowiednia . Nie ma nic o czym musisz wiedzieć .
Roześmiał się smutno
-Wracam po prawie czterech latach do domu i dowiaduje się , że kobieta , z którą prawdopodobnie jestem rozwiedziony ciągle nosi moje nazwisko .Chyba powinnaś mi to jakoś wytłumaczyć
Marcelina przymknęła oczy , a zimne powietrze orzeźwiło jej twarz. Usłyszeli nadjeżdżający samochód. Bartosz wyprostował się i odsunął od dziewczyny , ale jej nie puścił . Patrzył na nią w dalszym ciągu . W pewnym momencie przesunął palcami po jej przymkniętych powiekach . Czuł chłodny dotyk jej aksamitnej skóry . Widać było , że jest po długim dniu pracy .
-Okej. Masz rację to nie miejsce i pora na rozmowę. Widzę , że padasz z nóg .
-Przepraszam bo nie rozumiem .
-Przepraszasz ? Później mi powiesz , za co . A teraz daj kluczyki od samochodu – powiedział
-Chyba oszalałeś ! po co ci moje kluczyki .
Kurek uśmiechnął się złośliwie .
-Może i oszalałem . Chcę cie tylko odwieźć do domu .
-Dlaczego ?
- Bo wyglądasz tak , jakbyś nie była w stanie tam dojechać .
- Mam dość często dyżury . I zawsze jestem po nich wyczerpana , ale jakoś udaje mi się trafić do domu bez żadnej eskorty .
Powiódł wzrokiem po jej zmęczonej twarzy , po podkrążonych oczach o ciężkich powiekach .
-Jesteś pewna – w jego głosie pojawił się łagodny ton – Jesteś pewna , że byłaś już kiedyś tak bardzo zmęczona ?
Nie mogła zaprzeczyć . Ostatnie tygodnie były dla niej mordęgą . Nieprzespane noce , zmartwienia i kłopoty , których było coraz więcej .
-Daj kluczyki – wyciągnął dłoń w jej stronę . Nie miała siły się sprzeciwiać .Najważniejsze , że dotrze do domu .

Kiedy podopisywał obecny kontrakt , nie miał pojęcia , że Marcelina pracuje w łódzkim szpitalu i że stała się kimś więcej niż ukochaną córeczką tatusia . Przyjechał tu do pracy . Chciał być bliżej swoich rodziców , brata . A przede wszystkim , w żadnym zagranicznym klubie nie czuł się tak dobrze jak tu. Bełchatów był jego drugim domem . Dwa lata , które spędził w Rosji ,  pozwoliły mu dojrzeć jako siatkarzowi . Tamta liga była zupełnie inna od naszej . Stał się bardziej precyzyjny w swoich atakach . Poprawił serwis .  Potem nieoczekiwanie dostał propozycję przejścia do ligi włoskiej . Spełnienie jego marzeń . Zaryzykował . Jednak  dusił się tam , było mu ciężko . Kontrakt wygasł , a on odświeżył stare znajomość . Wrócił . Znów był przyjmującym w PGE SKRA Bełchatów .

- Napijesz się czegoś ? Soku ? Herbart ?
Rozglądał się po pomieszczeniu . Prosto urządzone mieszkanie , bez zbędnego przepychu czy dekoracji . Nadal ściskał kluczyki od samochodu dziewczyny , która ledwo trzymała się na nogach .
- Nie przyszedłem tu po to ,żeby cię męczyć swoja obecnością .
-To żaden kłopot – wysiliła się na beztroski uśmiech . Wrzucił kluczyki do wiklinowego pudełeczka stojącego na dębowej komodzie i zaczął iść w jej kierunku.
- Nie musisz się mną zajmować –powiedział , biorąc z jej ręki czajnik , odstawiać go na bok . Odwrócił dziewczynę w swoja stronę . I wtedy ujrzał w jej oczach strach – Cholera – powiedział – Przecież nie przyszedłem tutaj żeby cię bić !
- Wcale tak nie myślę !
- To dlaczego się boisz- zapytał , widząc niepewność w jej oczach
- Nie boję się – odpowiedziała szybko .
-Nie ? – uniósł delikatnie jej podbródek i przesunął opadające pasma włosów . Gwałtownie cofnęła się przed jego dotykiem
- Posłuchaj – energicznie podniosła głowę  - Nie możesz nagle się pojawiać po czterech latach w moim życiu , i wymagać ode mnie , żebym zachowywała się tak jakby nic się nie zmieniło .
- Nie wszystko się zmieniło .
Ogarnęło ją jakieś dziwne uczucie . Dotyk jego ręki wywoła wspomnienia .Wspomnienia , które bolały. Czy wiedział co wydarzyło się po tym jak ją zostawił?
-Nie wiem o co ci chodzi Bartosz . Naprawdę nie wiem .Po tylu latach wszystko się zmieniło .Myślę , że najlepiej będzie jak już pójdziesz. Jak sam zauważyłeś jestem potwornie zmęczona .
- Doskonale wiesz o co mi chodzi -  prychnął
- W porządku ! O nasze małżeństwo i o rozwód .
- Nareszcie logicznie pani myśli pani doktor – powiedział z wyczuwalną w głosie ironią .
- Oczywiście chodzi ci o rozwód , którego nigdy nie było ? – wysyczała- Pewnie zżera cie ciekawość czemu nadal nosze twoje nazwisko .
-  Ba ! Jasne , że chce wiedzieć dlaczego .
Nazwisko , chodziło mu jedynie o nazwisko. Powie mu , i niech sobie idzie. Zostawi ją w spokoju .
-Dlaczego doktor Kurek , a nie doktor Sawicka ?
Uniosła głowę i spojrzała na niego . Błękitne tęczówki lustrowały z ciekawością jej bladą twarz .
- Nie będę ukrywał , że wiedziałem ,iż nie wystąpiłaś o rozwód , ale bardziej jestem zaskoczony , że zatrzymałaś moje nazwisko . Co  tak odmieniło twoje serce Marcelino .
To były puste słowa . Ale ich uderzenie bolało jak cholera. Ona pamiętała dwa serca. Jedno złamane , pokaleczone , cierpiące , a drugie maleńkie , delikatne , którego nie można było uratować . Musiała jakoś przez to przebrnąć . Powie mu tylko rąbek prawdy . Będzie mówić tak ,że uwierzy . Bolesne wspomnienia wracały , a ona próbowała mówić spokojnie .
- Nie ma w tym żadnej tajemnicy . Najpierw nie mogłam uwierzyć , że wszystko się skończyło w taki sposób , że po prostu mnie zostawiłeś – westchnęła głośno , odwracając się tyłem do Bartosza . Przy oknie wisiał kolorowy rysunek , oprawiony w mahoniową ramkę . Przedstawiał plątaninę , różnokolorowych kresek .- Byłam szczęśliwą dziewczyną pamiętasz ? Żyłam w doskonałym świecie . Wszyscy spełniali moje życzenia . Nikt kogo kochałam nie mógł mnie zranić . Kiedy się zorientowałam , że się mylę , wszystko się posypało . Nic się wtedy nie liczyło : ani twoje odejście , ani rozwód , ani powrót do panieńskiego nazwiska . – powiedziała na jednym wydechu . – To wszystko , a teraz idź już sobie – potarła dłońmi głowę .
Spojrzał na nią , nic nie rozumiejąc . I wyszedł uprzednio całując delikatnie jej popękane wargi . Pozostawiając za sobą aromat drogich perfum .

 Obiecał sobie, że tak tego nie zostawi . Było coś , coś przed nim ukrywała . Czuł to.


____________________________________________________
Wybaczcie , błędy jeśli takie są.
Trochę mi przykro , że nikt nie komentuje . Widocznie tak musi być , jednak 
chcę żeby ta historia ujrzała światło dzienne , bo jest dla mnie najzwyczajniej
w świecie ważna .  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz