wtorek, 16 grudnia 2014

Trzy

- Hej . Kurek !
Bartosz uniósł głowę znad ekranu swojego telefonu , w który od pewnego czasu wpatrywał się bezmyślnie . Głos przyjaciela  sprowadził go do świata żywych .
- Cześć Winiar – podał koledze rękę , uśmiechając się delikatnie .
- Fajnie , że wróciłeś . Chociaż muszę przyznać , że zaskoczyła mnie twoja decyzja – Michał Winiarski , dosiadł się do stolika kolegi , uprzednio zamawiając małą kawę .
- Wiedziałeś , że ona tutaj pracuje ? – skierował pytanie do przyjaciela – Że się przeniosła na stałe do Łodzi ? Wiedziałeś Michał  - w jego głosie dało się wyczuć nutkę pretensji i złości .
- Wiedziałem – usłyszał
-Znałeś naszą historię , wiedziałeś ,że ona tu jest . Więc czemu mi nie powiedziałeś ..
-Spokojnie . Spotkałem ją kiedyś , ale tylko raz . Spacerowaliśmy  z Dagą i Olim po parku . Wierz mi byłem zaskoczony tym jak bardzo się zmieniła , jak zmieniło się jej życie , odkąd się rozstaliście .
- To dalej niczego mi nie wyjaśnia – podrapał się nerwowo za uchem . Taki jego  fetysz , gdy się denerwował .
- Poszliśmy na kawę , trochę rozmawialiśmy . Ona mówiła o tobie w taki sposób , jak Dagmara o mnie. Rozumiesz ?
-To znaczy jak ? – Kurek niecierpliwił się coraz bardziej .
-Boże wielki ! Kuraś – Winiarski prawie , że krzyknął – Nie potrafię ci tego wyjaśnić . Tego się nie da określić . Jej głos był przepełniony smutkiem , tęsknotą . Słuchaj ! nie wiem ja to po prostu wyczułem. Co więcej nigdy nie słyszałem tego w głosie mojej żony . W sumie to , to samo słyszałem w twoim głosie kiedy dzwoniłeś .
-Nigdy nie pytałem o Marcelinę – oburzył się .
-To prawda. Ale właśnie to był takie wymowne .
- Więc kiedy wróciłem i….
-Byłeś potrzebny w klubie – dokończył Michał – Ty też potrzebowałeś  powrotu .
-Ale tu była również Marcelina
-Tak –przyznał Winiarski
- Podczas jednej rozmowy , zauważyłeś coś co kazało ci pojednać małżonków ?
- Doskonale powiedziane  - zaśmiał się – Należycie do siebie . Tylko poznaliście się trochę za wcześnie , nie byliście gotowi na to co się stało .
- I myślisz , że nasze ponowne spotkanie …
-Zaczniecie wszystko od nowa , tak jakby przeszłość nie istniała .
- Winiar , ona istnieje – westchnął głęboko
-Nie zaprzeczam , ale ludzie się zmieniają , dorastają .Staja się inni i wtedy można zapomnieć o przeszłości .
-Pleciesz bzdury !
- Jeśli tak uważasz to po co chciałeś się spotykać ?– Winiarski wyraźnie już tracił cierpliwość .
-Nie wiem – westchnął Bartosz- Może właśnie po to , żeby usłyszeć to , co powiedziałeś .
- Co teraz zamierzasz ?
-Poddać się wyrokom losu .
-Ale ty pragniesz tej nowej Marceliny . Widać to na kilometr .
- Masz rację . Nie wiem tylko dlaczego tak się dzieje.
- No to życzę szczęścia . A teraz  wybacz , obiecałem synkowi kino i niezdrowe żarcie – roześmiał się , a Kurek razem z nim – Czekam na zaproszenie na ślub.
-Przecież już dawno jesteśmy po ślubie – zgniótł  w dłoni kawałek serwetki
-No to na chrzciny .
- Fantazja cie ponosi Winiarski – rzucił w niego „serwetkową” kulką
- Cześć Kurek .
Michał Winiarski był przekonany , że Marcelina i Bartosz są dla siebie stworzeni. Ale czy tak jest ? Wszystko zależało , od losu . Który jak wiemy lubi płatać figle . Może  tym razem będzie łaskawy ?

Szła parkową ścieżką , która prowadziła prosto pod jej mieszkanie .  Staranie przystrzyżony trawnik i wijące się wokół starannie ułożone klomby . Niedługo pojawią się na nich bratki i hiacynty . A potem żonkile . Przez całą wiosnę , lato , będą tu kwitły przeróżne kwiaty . Park był dziełem natury . Marcelina bardzo lubiła to miejsce i dlatego kupiła mieszkanie w jego pobliżu .
Park działał na nią uspokajająco . Po długim , męczącym dniu , kiedy tylko pozwalała jej na to pogoda wracała tędy do domu . Odnajdywała tu spokój i nabierała siły do pracy . Parki działał na nią jak lekarstwo . A właśnie dziś takiego eliksiru potrzebowała . W powietrzu unosił się zapach  sosen , a ukryte w gałęziach lampy oświetlały ścieżkę  .Przechodziła obok placu zabaw , gdzie huśtawki skrzypiały i pobrzękiwały łańcuchami. Wydawało jej się ,że duchy dzieci zawładnęły teraz tym miejscem . Księżyc był ich słońcem , wiatr – głosem . Szukały tu chwil radości , których nie mogła im dać rzeczywistość . W marzeniach zawsze słyszała śmiech i tupot małych nóżek . Znajome dźwięki przypomniały jej , że istniej świat realny i przerwała marzenia . Dzisiejsze problemy były tak ogromne , że nawet ukochane miejsce nie mogło jej pomóc . Bartosz.
Nie widzieli się od dobrego tygodnia , ale zaprzątał jej myśli bez przerwy . Przez te kilka lat zmienili się; stali się sobie obcy . A mimo to nadal zakłócał jej spokój. Kiedy był w pobliżu czuła ból . Jego obecność przywoływała gorzkie wspomnienia .Bała się . Bała się , że gdy pozna prawdę znów zniszczy jej życie. Teraz wydaje się być osobą silniejszą , więc musi mu stawić czoła . Zrobiło się już późno , więc szybszym krokiem ruszyła w stronę domu . Tym razem park ją zawiódł. Zrobiło się strasznie chłodno i czuła , że ma  przemarznięte nogi . Potknęła się naglę o kamień i upadłaby na pewno , gdyby nie chwyciły jej czyjeś silne dłonie . Krzyknęła i zaczęła się wyrywać z mocnego uścisku .
- Marcelina .
Nie słyszała nic. Czuła tylko silnie obejmujące ramiona
-Marcelino przestań !-uścisk stał się lżejszy , gdy wbiła paznokcie w trzymające ja dłonie –Nie bój się .
- Bartosz ? O mój Boże .! Bartosz!- Przestraszona oparła się o niego – Myślałam …
-Spokojnie – wyszeptał – Wiem co myślałaś . To ja się nie zastanowiłem .Potknęłaś się i mogłaś upaść. W porządku ?
-Tak – próbowała iść , ale się zachwiała
- Uspokój się – Bartosz przytulił jej drobne ciało do siebie . Dopóki jej nie objął , nawet nie zdawała sobie sprawy ,że tak drży .Czuła bicie jego serca , w  nocnej ciszy . Chciała pozostać w jego ramionach, ale już zbyt długo była sama i niezależna , żeby teraz się poddać .Odsunęła go więc od siebie .
-Dziękuję – szepnęła
-A ja przepraszam . Więcej ze mnie kłopotu niż pożytki .
-Nie umarłam ze strachu , nie mam złamanej nogi ani krwawiącego kolana , wiec wszystko skończyło się dobrze .
-Następnym razem będę uważał – wyciągnął do niej swoją dłoń – Spotkania z tobą są niebezpieczne- zaśmiał się .
Nawet w ciemności było widać ,że od nadgarstka po czubki palców biegły zadrapania nabiegłe krwią . Rany nie były głębokie , ale przecież mogła wdać się infekcja .
-Chodź do mnie . Trzeba to przemyć – powiedziała , wskazując na prawą rękę Kurka
-To nic groźnego .
-Możliwe , ale ja jestem temu winna – nie dawała za wygraną – Trzeba polać wodą utlenioną .
- Wodą utlenioną – skrzywił się
-Przepraszam .
-Za co Marcelino ?
-Za te zadrapania .
Jasne światła latarni , oświetliły jej twarz.
-Zrobiłaś się twarda i potrafisz walczyć .
-Nauczyłam się tego . Musiałam .
Wiedziała doskonale , że te słowa niczego nie wyjaśniają . Bartosz nie mógł oczekiwać , że dowie się czegoś tu , w parku . Pojawił się w jej życiu znów , a ona potrzebuje czasu by od nowa go poznać i zrozumieć .
-Czy poczęstujesz mnie herbatą ?
-Chodzi ci o herbatę czy współczucie? – zapytała
- A co powinienem wybrać? – odpowiedział pytaniem na pytanie , śmiejąc się przy tym .
-Herbatę – owinęła jego dłoń , chusteczką – Herbatę  będzie lepsza.

- Mam nadzieję – objął ją ramieniem . I wbrew jego obawą , nawet się nie odsunęła . Ruszyli wolnym krokiem w stronę jej mieszkania . 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz